czwartek, 21 listopada 2013

Wzloty i upadki

Witajcie Kochane,
na uczelni powoli zaczyna się sajgon. Kolokwia itp., ale daję radę. ;) Póki, co już jedno koło do przodu. :)

Mojemu Ukochanemu kupiłam karnet na siłownię i do tego koszulkę do ćwiczeń. :) Myślę, że ten prezent był oryginalny, bo nigdy jeszcze takiego czegoś nie otrzymał ode mnie, mimo ponad czteroletniego stażu w związku. :)

***

Ćwiczenia. Otóż, powiem Wam, że jestem wyczerpana! Codziennie chodzę obolała. Ale nie tak przyjemnie. Mój plan jest zbyt szeroki. Po wczorajszym basenie niestety nie mogłam zrobić przysiadów i ściany płaczu, po fitnessie byłam w stanie zrobić tylko 30 sekund ściany płaczu i przysiady. Dziś jestem jeszcze przed ćwiczeniami, więc zrobię to za niedługo. :)
Co mnie nie zabiję, to mnie wzmocni. Kiedy już jestem naprawdę zmęczona - to odmawiam sobie zrobienia jednej czynności. Na przyszłość (grudzień) będę wiedzieć, że trzeba ułożyć plan trochę "lżejszy". ;)
Na grudzień planuję już zrobić sobie więcej dni regeneracji. ;) Ale! Powiem Wam jedno, że ten plan naprawdę mi się udał. Ściana płaczu 3 minuty wytrzymać to dla mnie było nie do wyobrażenia. Przysiady uważałam natomiast za coś, lajtowego, ale po 40 przysiadach czuć uda i pupę.

Uwielbiam taki styl życia. Ćwiczenia są dla mnie istotne. Po nich czuję się naprawdę lepiej, choć ostatnio czuję, że moje nogi wysiadają. Czuję się trochę przetrenowana i dlatego, jak już czuję, że nie mogę, to odpuszczam. Ale to nie czyni mnie przegraną. Nadal czuję, że wygrywam. Z każdym dniem jestem z siebie bardziej zadowolona, bo ćwiczę. Nawet po długim, ciężkim dniu na uczelni, przychodzę do domu i mam ochotę poćwiczyć. Z czego to wynika? Myślę, że z nastawienia do ruchu, ćwiczeń i różnych aktywności fizycznych. Myślę, że ewoluowałam. Jednak jedzenie stanowi dla mnie kolejną barierę. Ostatnio pisałam Wam o słonych przekąskach, które miałam ograniczyć do minimum i tego planu się trzymam. Nie ciągnie mnie do tego w ogóle. Przechodząc obok regału ze słonymi przekąskami, nie muszę nawet na to patrzeć. Nie potrzebne mi to. Przy pobycie w McD nawet nie miałam ochoty na frytki, tylko posłusznie zjadłam swoje śniadanko przygotowane w domku. :)
Ale haczyk jest taki, że nadal słodycze mnie kuszą i nęcą. Nie potrafię z nich zrezygnować. Lubię je i chyba nie chcę. Ale moje marzenie jest takie, żeby chociaż je ograniczyć.

Pozdrawiam, Zdeterminowana.

13 komentarzy:

  1. Konkretny masz ten plan listopadowy. Nie przemęczaj się za bardzo! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ważne, że czerpiesz z tego satysfakcję. :) Mogłabyś pokazać efekty na zdjęciach np przed i po, fajnie byłoby zobaczyć i się jeszcze bardziej zmotywować.

    OdpowiedzUsuń
  3. polecam regeneracje o kontuzję i przećwiczenie bardzo łatwo, powrót do zdrowia już taki łatwy nie jest
    co za dużo to nie zdrowo:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W planie powinnaś mieć chociaż jeden dzień na regenerację. Jak chodzisz zmęczona i wyczerpana to trochę bez sensu. Sport powinien dawać energię i radość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki okres. Ale już jest lepiej. W grudniu dam więcej regeneracji. ;)

      Usuń
  5. Mam za sobą prawie 5 dni życia z mocno ograniczoną słodyczą i moje skromne doświadczenie mówi mi, że im mniej ich zjadasz, tym mniejszą masz na nie ochotę. W sumie nie odbieram swego odwyku jako coś uciążliwego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Karnet dla faceta to dobra inwestycja ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde ja też od tego nawału ćwiczeń mam przemęczone mięśnie, szczególnie nogi :/ Ale jak już jest motywacja do ćwiczeń to aż ciężko sobie odpuścić jakikolwiek trening :)

    OdpowiedzUsuń
  8. przy tylu obowiązkach taki plan to niemałe wyzwanie;) powinnaś go sobie stopniować, w jeden dzień takie ćwiczenie, w drugi inne, oczywiście stopniowo powiększając, a dopiero w kolejnym miesiącu spróbować to połączyć, byłoby łatwiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. odpocznij trochę.na basenie zamiast non stop pływać idź i wyleż się jacuzzi:):)ja ostatnio ciągle jem żelki.uwielbiam je!!ale walczę z tym haha

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za odwiedzenie bloga. :)