sobota, 15 sierpnia 2015

Berlin w obiektywie

Nie było mnie tu od zeszłego tygodnia, ponieważ sporo się u mnie działo. ;)

Wyruszyłam na zwiedzanie Berlina i wiecie co? Stolica Niemiec ma w sobie to coś. 

W Berlinie zaczęłam zwiedzanie od Wieży Anioła, a właściwie nazywa się Kolumną Zwycięstwa (Siegessäule). Wewnątrz kolumny znajduje się 285 schodów (liczyłam nawet! :D), które prowadzą na taras widokowy na wysokości niespełna 51 metrów. :)
Z wieży rozciąga się wspaniały widok na stolicę Niemiec.




Kolejny cel naszego zwiedzania to kopuła Bundestagu, a w zasadzie Gmachu Parlamentu, czyli potocznie Reichstag. Piękny i okazały budynek ze szklaną kopułą prezentuje się wspaniale. Kopułę Reichstagu odwiedza codziennie spora liczba turystów, bo ok 7 tysięcy. Zwiedzanie tej atrakcji jest bezpłatne, a w dodatku otrzymujemy audioprzewodnika, który opowiada nam o budynkach i budowlach widocznych z kopuły, jak i o samej kopule.







Oczywiście na liście naszych miejsc do zobaczenia nie zabrakło Bramy Brandenburskiej, która jest jednym z charakterystycznych punktów miasta. Jest ona również symbolem pokoju i wolności. Ma 26 metrów wysokości, a zwieńczenie bramy to pięciometrowa miedziana rzeźba, przedstawiająca uskrzydloną boginię zwycięstwa Wiktorię.


Następny punkt zwiedzania to AquaDom. Wielkie akwarium z wodą morską i z wieloma gatunkami stworzeń morskich. Uwierzcie mi, było na co popatrzeć. Płaszczki, koniki morskie i ośmiornice to zazwyczaj gatunki, które widziałam jedynie w telewizji, a tam można je było zobaczyć na własne oczy!
Na koniec zwiedzania przechodzi się do windy, gdzie można zaobserwować piękne i kolorowe rybki.





Punktem obowiązkowym jest również Wieża Telewizyjna (Fernsehturn). Wieża łącznie z anteną ma 368 metrów wysokości, jednak platforma widokowa znajduje się na wysokości 203 metrów. Na wieżę wjeżdża się windą, która pędzi 6m/s, a więc na platformie widokowej jesteśmy w oka mgnieniu. :)
Nad platformą widokową znajduje się restauracja z obrotowym pierścieniem, dzięki któremu można podziwiać panoramę Berlina bez wstawania od stolika. :)

wikipedia.pl
No i wreszcie coś, co mnie chyba najbardziej zachwyciło. Główny Dworzec Kolejowy w Berlinie. Wygląda w zasadzie jak galeria handlowa i muszę przyznać, że odbiega wyglądem od naszych polskich dworców PKP. Kilka kondygnacji, a na nich mieści się mnóstwo sklepów. Perony na samej górze i na damym dole. Jak dla mnie - coś Pięknego!
Komunikacja miejska działa tu na najwyższych obrotach. Połączenia zarówno kolejowe, jak i autobusowe są rewelacyjne. Z dalszych dzielnic Berlina można się dostać bez problemów do jego serca.






Śmiało mogę polecić stolicę Niemiec na kilkudniowe zwiedzanie. Każdy znajdzie tam coś dla siebie i z pewnością każdy wyjedzie zadowolony z tego miasta. :)

Pozdrawiam, Zdeterminowana.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Zapraszam na wycieczkę po Rodos

Grecja urzekła mnie nie tylko niesamowitymi widokami, ale również atmosferą. Mimo panującego tam kryzysu, turyści praktycznie nie odczuwali braku czegokolwiek. Wakacje były przecudowne i muszę Wam przyznać, że wyspa Rodos może być moim drugim domem. ♥

Rodos jest wyspą znajdującą się na Morzu Egejskim. Położona jest na granicy Europy i Azji. Wyspa ma długość 80 km, a w szerokość w najszerszym miejscu wynosi 40 km. Z miasta Rodos, na północy wyspy, jest zaledwie 20 km do wybrzeża Turcji. 

Grecy są niezwykle sympatycznymi osobami. Kelnerzy w grzeczny sposób zapraszają do restauracji i co ważne, wszyscy posługują się językiem angielskim bez przeszkód. Ludzie na Rodos żyją wolniej niż my w Polsce. Na wszystko mają czas, ale nie mówię, że są leniwi! Podobno krąży taki stereotyp o Grekach, że są leniwi, ale po pierwsze w pracy są pracowici, a po drugie: kto w takich upałach chciałby pracować? :D

Byliśmy zakwaterowani w hotelu La Vita, który należy do sieci hoteli Mitsis w mieście Rodos. Już po przestąpieniu progu hotelu zauważyłam, że jest on piękny i zadbany. Obsługa w recepcji bardzo miła i pomocna, Panie sprzątające pokoje zawsze uśmiechnięte do klienta.

Hotel La Vita znajduje się po prawej stronie.
Idąc do pokoju, bacznie obserwowałam korytarze, a po wstąpieniu do pokoju - nie byłam zawiedziona. Nieduży pokój, schludna łazienka, balkon i boczny widok na morze. Widząc takie widoki, człowiek sam do siebie uśmiecha się w głębi ducha.




Basen w hotelu co prawda nie za duży, ale wystarczający, zważywszy na to, że korzystaliśmy głównie z niego ja z moim narzeczonym. ;)

Po zapoznaniu się z najbliższą okolicą, wieczorem wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. I tak kilka dni upłynęło na głębszym poznawaniu serca Rodos.

Mury obronne Rodos.

Serce Starego Miasta Rodos. Rynek z fontanną.

Ulice pełne straganów i ludzi o godzinie 23/24.

Tajemnicza uliczka, którą miałam przyjemność się przechadzać. :)

Port w Rodos pełen pięknych i zbyt drogich jachtów. :D
Wspaniała architektura i atmosfera towarzysząca oglądaniu takich zabytków jest wprost nie do opisania. Czasem miałam wrażenie, że znajduję się we wcześniejszej epoce. :)

W ciągu dnia, zamiast leżeć na plaży, również wybraliśmy bardziej aktywną formę spędzania czasu i wyszliśmy na spacer. Tym razem poznawać miasto od innej strony.



Kamieniste plaże to dobry masaż dla stóp. :D

Port Mandraki

Grecki domek, który totalnie mnie zauroczył. ;)
Wąskie uliczki i wysokie krawężniki to w Grecji nic dziwnego! Ludzie parkują wszędzie!

 Zachody słońca są tam niebanalne. Oczywiście zdjęcie o zachodzie również pojawiło się w moim albumie. :)

Piękne różowo-niebieskie niebo, niebieskie morze i zarys lądu na horyzoncie. Bajka! ♥
Postanowiliśmy wypożyczyć auto i zwiedzić wyspę na własną rękę. I powiem Wam szczerze, że było warto. Co z tego, że nie mieliśmy przewodnika, za to mieliśmy mnóstwo czasu na podziwianie wspaniałych zatok.


Pierwszy przystanek zrobiliśmy w miejscowości Kallithea, oto i zatoka. :)


Kolejnym przystankiem była plaża Tsampika, choć nas zauroczył niezwykły, mały kościółek, bardziej raczej kapliczka oraz kolejne zatoki i czyta woda. :)







Następny przystanek był bardzo wymagający. Niestety nie znam miejscowości, ale widoki były niesamowite. Aby dotrzeć na tą górę na początek podjeżdżaliśmy pod konkretną górę, a następnie czekało na nas jeszcze 300 schodów. Było warto się męczyć w tym upale! Po wyjściu z samochodu czekała na nas mała niespodzianka! Kózki! :D





Po zejściu z tej góry wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy dalej. Kolejny cel? Lindos! Niestety nie dane było nam obejrzeć akropolu, ponieważ pilnie poszukiwaliśmy apteki, ale kilka zdjęć zostało zrobionych.




Ostatnim celem naszej podróży było Prasonisi. Mekka dla windsurferów i kitesurferów. Miejsce, gdzie łączą się dwa morza: Egejskie ze Śródziemnym. Muszę odwiedzić to miejsce późną jesienią i zobaczyć faktyczne połączenie tych mórz. :)





Poza widokami, urzekła mnie grecka muzyka. Piękne, greckie dźwięki to miód dla moich uszu. Posłuchajcie przynajmniej chwileczkę. :)


Wakacje w Grecji mogę zaliczyć do udanych. Było gorąco, wietrznie, ale cudownie. Widoki powaliły mnie na kolana. Oby więcej takich wycieczek jak ta, bo naprawdę było warto pojechać na wyspę Rodos! :)

Pozdrawiam ciepło, Zdeterminowana.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Podsumowanie lipca i drugie urodziny bloga

Podsumowując swój lipiec, zapadam się pod ziemię. Ze wstydu. Nie tyle chodzi o aktywność fizyczną, a o moje odżywianie. 
Nic szczególnego w kalendarzu nie ma. Najpierw były wakacje, więc nie trenowałam, a sporo spacerowałam, a potem po dwóch aktywnych dniach przyszła choroba i odpuściła dopiero  pod koniec 3 tygodnia lipca. Dwa ostatnie tygodnie mogę być ewentualnie godne uwagi, bo po chorobie brak było mi konkretnego ruchu i tęskniłam za aktywnością fizyczną.
Jednak jak widać, po dwóch miesiącach ciężkiej pracy nad swoim ciałem i nad swoimi nawykami żywieniowymi, przyszedł miesiąc gorszy. Miał być kontynuacją poprzednich, a wyszło kompletnie w drugą stronę. 
Dlaczego? Sama nie wiem. Chyba jestem zbyt niekonsekwentna i zbyt naiwna. Po zapanowaniu nad słodyczami, stwierdziłam, że jeden kawałek ciasta/czekolady/czegokolwiek słodkiego nic nie zmieni. I tak kolejny kawałek, kolejny i... sami wiecie, co było dalej. Kawałek słodkości przeradzało się w niekończące się morze słodkich pokus, a ja wymiękałam. Nie mogłam przejść obojętnie. I nie mogę zrzucić winy na nikogo, tylko na siebie, choć nie mogę też w nieskończoność obwiniać się o to, że rzuciłam się na słodycze, bo wiadomo, że poczucie winy wpędza w gorsze wyrzuty sumienia. No cóż, trzeba uczyć się na własnych błędach. Przyznam szczerze, że nawet w momencie pisania tego postu, mam ochotę na słodycze.

Walczę ze słodyczami długo, zbyt długo. Czasem wychodzi to lepiej, ale kiedy przychodzi załamanie, powracam z powrotem do punktu, z którego zaczynałam. 
Dlaczego tak się dzieje? Tyle razy zadaję sobie to pytanie i potrafię na nie odpowiedzieć. 
Więc dlaczego słodycze jeszcze powracają z takimi fajerwerkami? Przez moją słabą silną wolę. Przez spadek motywacji. Przez pokusy naokoło mnie.
Czy kiedykolwiek uda mi się tak po prostu zjeść kawałek czegokolwiek słodkiego i podziękować? Mam nadzieję, że tak, bo psychicznie nie radzę sobie z tym problemem..

***


A teraz bardziej pozytywny aspekt tego posta. Mój blog obchodzi drugie urodziny! :) Co prawda nie dziś, a jutro, ale już teraz chciałabym się z Wami podzielić migawkami z dwóch lat mojego blogowania.
Podczas dwuletniego blogowania zmieniło się wiele. Moje podejście do życia, do jedzenia, do aktywności fizycznej. W jednych kwestiach jestem bardziej wytrwała, w innych niestety mniej. Zbieram cenne doświadczenia, które przybliżają mnie do osiągnięcia celów zarówno krótko, jak i długoterminowych. Rozwijam się i wiem, że jeśli tylko znajdę w sobie siłę i odwagę to mogę zdziałać wiele, naprawdę wiele. Czasem się załamuję, nie widzę sensu w robieniu czegoś, ale natychmiast staram się odnaleźć nową, lepszą drogę i powrócić na dobre tory. Czasem "natychmiast" trwa ułamek sekundy, a niekiedy "natychmiast: to troszkę dłuższa chwila.
Dziękuję wszystkim osobom, które pomagają mi w życiu. Wspierają i podtrzymują na duchu. Zawsze można na Was liczyć, cokolwiek się stanie, jesteście ze mną. Na dobre i na złe. Dziękuję! ♥
Wam, moi Drodzy, również dziękuję. Cieszę się, że mogę pisać dla Was, że czytacie moje posty i z chęcią je komentujecie. Cieszę się, że blog odwiedzają stali czytelnicy, jak Ci przypadkowi. Niejednokrotnie Wasze rady mi pomogły, Wasze komentarze zmotywowały, a nie raz także podniosły na duchu i popchnęły do dalszego działania. Wam również bardzo, bardzo dziękuję. Tak naprawdę blog bez Was by nie istniał. :)

Ściskam i wysyłam buziaki, Zdeterminowana.