poniedziałek, 4 lipca 2016

Nigdy nie zniknę... na zawsze

Zniknęłam. Wiem. Na długo? Sama nie jestem w stanie powiedzieć, na ile. Blog podpowiada jednak, że nie ma mnie tu od 11 kwietnia. Od ostatniego opublikowanego posta minęły prawie trzy miesiące! O zgrozo! Wracam i proszę o wybaczenie. :)

Dlaczego zniknęłam? Powodów jest kilka.
Początkowo nie miałam pomysłu na post. Po prostu. A pisać po to, żeby było i tracić zarówno Wasz, jak i mój czas to, trochę bez sensu i mijające się z celem. Przecież mój blog ma motywować mnie, jak i Was do działania. Naprawdę próbowałam napisać coś, co mogłabym opublikować. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy. W wersjach roboczych jest kilka rozpoczętych notek, zwykle kilka zdań i nic więcej. I tak wersje robocze się mnożyły, a nic nie mogłam napisać do końca. Więc skapitulowałam.

Potem doszła praca. Dostałam się do pracy do szóstego pod względem wielkości armatora i tak sobie pracuję, a na początku to jeszcze ogarniałam studia dzienne. Teraz już mam wakacje od nauki, ale nie od innych obowiązków. 

Trochę jestem zła na samą siebie - no bo przecież jak to.. zostawić bloga? Tak po prostu? No i niestety zostawiłam. Zdarzyło się. 
Zaglądałam tu nie raz, nie dwa, ale ta niemoc "twórcza" mnie przerażała i dołowała, więc zostawiłam moją pasję na pastwę losu. Lampka mi się zapaliła po Waszych komentarzach, żeby jednak powrócić, próbować i być z Wami dalej. 

Stęskniłam się niemiłosiernie za Wami, Waszymi blogami, motywującymi wpisami. Faktem jest, że opuszczając swojego bloga, zostawiłam też Wasze. I jest mi naprawdę z tym źle. Obiecuję poprawę. Postaram się bywać tu częściej. Raz na miesiąc? Oczywiście, że nie. Nie mogę dokładnie określić, jak często będę się tu pojawiać, bo plany spisane się mszczą - ja to wiem, ale na pewno będzie to częściej niż raz w miesiącu.

Co u mnie słychać?
Jak już wyżej wspomniałam: dostałam pracę, która pochłania większość mojego czasu, ale cieszę się, że ją mam, bo to fajne doświadczenie pracować w branży. :)
Ćwiczę i staram się zdrowo odżywiać. Czasem wpadki się zdarzają - jak zwykle u mnie, ale trzymam się i bardzo staram. :)
Poza tym skończyłam pierwszy rok magisterki, piszę pracę (rozdział już mam!) i staram się ograniczyć czas spędzany w sieci (z różnymi rezultatami).

A tu walczę o mój prosty mostek, póki co jeszcze koślawy. ;)


Pozdrawiam, Zdeterminowana. 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Bezglutenowe muffinki bananowe

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym przepisem na słodki deser. Wykonanie tego cuda jest proste, łatwe i przyjemne, nawet mój Ukochany zabrał się za pieczenie. A do tego jest to słodkość dla osób, które wykluczyły ze swojej diety gluten. ;)


Składniki:
  • 3 jajka
  • 150 gram płatków owsianych 
  • 50 gram słodzidła (ksylitol, stewia, miód, cukier)
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • odrobinę soku z cytryny
  • 4 banany
  • opcjonalnie: żurawina, suszona śliwka, itp.

Wykonanie:
Na początku zmieliłam płatki owsiane (można również użyć gotowej mąki owsianej). Następnie wszystko razem zblendowałam. Piekarnik nastawiłam na 180 - 190 stopni i piekłam muffinki przez około 30 - 35 minut.


Jak widać wykonanie banalnie proste. Nie potrzeba wiele czasu, aby móc upiec coś naprawdę smacznego. Dzięki bananowi babeczki wyszły wilgotne. Swoje zrobiłam na Wielkanoc i cieszył się naprawdę dużym powodzeniem. :)

Życzę smacznego!
Zdeterminowana

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Pierwsze pierogi!

Pierwszy raz robiłam pierogi. Tak, właśnie jednego pięknego piątkowego ranka zabrałam się za zrobienie swoich pierwszych pierogów w życiu. W sumie - dziwne, że dopiero teraz się za to zabrałam, bo uwielbiam pierogi wszelkiej maści. Te, które przygotowałam nadziałam kapustą kiszoną i pieczarkami (niestety grzybów na stanie nie miałam).


Podana niżej ilość składników wystarcza na sporą porcję pierogów (u mnie wyszło na dwa obiady dla dwóch osób)

Na ciasto:
  • 0,5 kg mąki pszennej
  • 200 ml lekko ciepłej wody
Na farsz:
  • 1 duża cebula
  • 0,3 kg kapusty kiszonej
  • 0,3 kg pieczarek
  • sól i pieprz
  • ziele angielskie i liść laurowy
  • olej do smażenia.
Przygotowanie:
Farsz: kapustę kiszoną posiekać i wrzucić do garnka (nie odciskałam z nadmiaru soku). Zalać wodą do wysokości kapusty, wrzucić ziele angielskie i liść laurowy oraz szczyptę soli. Zagotować i gotować pod przykryciem (tak, aby kapusta była miękka). Odlać wodę i ostudzić kapustę.

Na oleju zeszklić wcześniej posiekaną cebulę. Pieczarki opłukać, pokroić na małe kawałki (ewentualnie można je zetrzeć na tarce o dużych oczkach) i dodać do cebuli. Posolić, popieprzyć i smażyć razem przez około 10 minut.
Przyrządzone pieczarki z cebulą dodać do kapusty i wymieszać. Można doprawić, jeśli jest taka potrzeba.

Ciasto: przesiewamy mąkę na blat i powoli dodajemy lekko ciepłą wodę, systematycznie zagniatając ciasto. Gotowe ciasto nie może przywierać do rąk.
Rozwałkowujemy na pożądaną grubość i szklanką wycinamy kółka. Nakładamy nadzienie i zlepiamy.

W dużym garnku zagotować wodę z łyżeczką soli i odrobiną oleju. Kiedy woda się zagotuje należy wrzucić pierogi i gotować je aż do wypłynięcia na wierzch. Podczas gotowania pierogów najlepiej kilka razy je przemieszać, aby nie przyklejały się do dna. Po wypłynięciu pierogów na wierzch - wyławiamy je i rozkoszujemy się ich smakiem! ;)


Pozdrawiam, Zdeterminowana.