wtorek, 12 lipca 2016

Powody, dla których warto się uśmiechać


Wstępu do tego posta chyba nie muszę pisać. Warto się uśmiechać zawsze i wszędzie. Dlaczego? O tym poniżej. :)

1. Spojrzysz na życie łaskawszym okiem!
Tak - to prawda. Uśmiech wyzwala pozytywne emocje, poprawia nastrój i wypływa na większe zadowolenie z życia. Zdziwieni? Może wreszcie czas na to, by się uśmiechnąć i zmienić swoje nastawienie? Zamiast codziennie rano narzekać na poranne wstawanie, spróbujcie uśmiechnąć się do lustra i powiedzieć do siebie: "to będzie wspaniały dzień - tyle rzeczy może się wydarzyć". :)

2. Uśmiech przyciąga do Ciebie ludzi.
Człowiek lubi przebywać w towarzystwie ludzi szczęśliwych. Niefajnie jest siedzieć w ponurym towarzystwie i na każdym spotkaniu prześcigać się w litanii narzekań. Jeśli nie chcesz być uważana/uważany za osobę ponurą - uśmiechnij się (przynajmniej czasami!). Nie pokazuj, że codziennie masz zły dzień (bo ludzie z miną na kwintę tak wyglądają). Działaj! :)

3. Uśmiech jest zaraźliwy. 
To coś, jak ziewanie. Ziewniesz raz i nagle wywołasz falę ziewu w towarzystwie. Spróbuj z uśmiechaniem się. Uśmiechnij się na ulicy, a jest pewna, że niejedna osoba odwzajemni ten miły gest. 
Nie sądzicie, że świat byłby milszy, gdyby na ulicy można było spotkać więcej zadowolonych i uśmiechniętych ludzi?

4. Polubisz siebie.
Ludzie, którzy śmieją się częściej są postrzegani jako bardziej atrakcyjni przez ich otoczenie. Poza tym uśmiechając się - faktycznie jesteśmy bardziej atrakcyjni, a wiadomo, że każdy lubi czuć się atrakcyjnie. Więc nie zważajmy na nic, uśmiechajmy się i bądźmy obdarowywani uśmiechami.

5. Gdy się uśmiechasz, Twoi towarzysze mogą się zrelaksować.
Dlaczego? To proste. Kiedy się uśmiechasz, bije od Ciebie radość i szczęście. Łatwiej jest Ci zaakceptować ludzi i bez problemu to okazujesz (właśnie uśmiechem). Takie zachowania pomagają w budowaniu dobrych relacji osobistych, ale również zawodowych. :)

6. Ludzie uśmiechnięci więcej zyskują!
Wszędzie. Czy to na rozmowie kwalifikacyjnej, czy w sklepie. Chodząc uśmiechniętym dajesz do zrozumienia reszcie społeczeństwa, że jesteś osobą pozytywną.
Sama na rozmowie kwalifikacyjnej starałam się być uśmiechnięta, wtedy nie widać stresu i rozmowa przebiega w bardziej przyjaznych warunkach. Co prawda, wtedy nie otrzymałam tej pracy, za to cenne doświadczenie w rozmowach kwalifikacyjnych zostało. Nie przejmować się - uśmiech proszę!



Kochani, dorzucicie powody, dla których warto się uśmiechać? A może powiecie mi, dlaczego Wy się uśmiechacie, może macie jakieś konkretne powody? :)


sobota, 9 lipca 2016

Twarogowe gofry

Naszła mnie ochota na gofry, takie prawdziwe gofry z wakacyjnej budki, ale jak wiadomo, te, o których mowa są kaloryczne. Oczywiście, że czasem można sobie pozwolić na takie grzeszki, ale nie wieczorem i nie po treningu. ;)

Skoro nie zjem sobie gofra z budki, pomyślałam, że zrobię swoje. Ale... żytnie już były, razowe też, postanowiłam postawić na więcej białka w posiłku i tak powstały twarogowe gofry.
Chrupiące, sprężyste i naprawdę smaczne! Sama zdziwiłam się, jak smaczne mogą one być. Te gofry idealne są na posiłek potreningowy, jeśli ciasto podzielimy na 5 części, wtedy gofr będzie miał ok. 137 kcal (4,23 g tłuszczu, 13,36 g węglowodanów i 10,57 g białka).

Czego potrzebowałam do wykonania twarogowych gofrów?
- 200 g twarogu (u mnie półtłusty trzykrotnie mielony)
- 4 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej (ok. 55 g)
- 2 jajka 
- łyżeczka sody oczyszczonej 
- 2 łyżki słodzidła (ok 25 g)
- kilka kropli aromatu śmietankowego
(jeśli ciasto jest zbyt gęste można dodać 1-2 łyżki wody)

Wykonanie jest banalnie proste, ponieważ wystarczy wymieszać wszystkie składniki na gładką masę i wlać do gofrownicy. Jedna kopiasta łyżka masy wystarczy, aby zrobił się z tego duży gofr. 
Jeśli wlejecie więcej, będziecie męczyć się z szorowaniem gofrownicy - jak ja. :)




Jedliście kiedyś gofry w wersji twarogowej? :)
Jeśli nie to polecam, bardzo polecam! 


poniedziałek, 4 lipca 2016

Nigdy nie zniknę... na zawsze

Zniknęłam. Wiem. Na długo? Sama nie jestem w stanie powiedzieć, na ile. Blog podpowiada jednak, że nie ma mnie tu od 11 kwietnia. Od ostatniego opublikowanego posta minęły prawie trzy miesiące! O zgrozo! Wracam i proszę o wybaczenie. :)

Dlaczego zniknęłam? Powodów jest kilka.
Początkowo nie miałam pomysłu na post. Po prostu. A pisać po to, żeby było i tracić zarówno Wasz, jak i mój czas to, trochę bez sensu i mijające się z celem. Przecież mój blog ma motywować mnie, jak i Was do działania. Naprawdę próbowałam napisać coś, co mogłabym opublikować. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy. W wersjach roboczych jest kilka rozpoczętych notek, zwykle kilka zdań i nic więcej. I tak wersje robocze się mnożyły, a nic nie mogłam napisać do końca. Więc skapitulowałam.

Potem doszła praca. Dostałam się do pracy do szóstego pod względem wielkości armatora i tak sobie pracuję, a na początku to jeszcze ogarniałam studia dzienne. Teraz już mam wakacje od nauki, ale nie od innych obowiązków. 

Trochę jestem zła na samą siebie - no bo przecież jak to.. zostawić bloga? Tak po prostu? No i niestety zostawiłam. Zdarzyło się. 
Zaglądałam tu nie raz, nie dwa, ale ta niemoc "twórcza" mnie przerażała i dołowała, więc zostawiłam moją pasję na pastwę losu. Lampka mi się zapaliła po Waszych komentarzach, żeby jednak powrócić, próbować i być z Wami dalej. 

Stęskniłam się niemiłosiernie za Wami, Waszymi blogami, motywującymi wpisami. Faktem jest, że opuszczając swojego bloga, zostawiłam też Wasze. I jest mi naprawdę z tym źle. Obiecuję poprawę. Postaram się bywać tu częściej. Raz na miesiąc? Oczywiście, że nie. Nie mogę dokładnie określić, jak często będę się tu pojawiać, bo plany spisane się mszczą - ja to wiem, ale na pewno będzie to częściej niż raz w miesiącu.

Co u mnie słychać?
Jak już wyżej wspomniałam: dostałam pracę, która pochłania większość mojego czasu, ale cieszę się, że ją mam, bo to fajne doświadczenie pracować w branży. :)
Ćwiczę i staram się zdrowo odżywiać. Czasem wpadki się zdarzają - jak zwykle u mnie, ale trzymam się i bardzo staram. :)
Poza tym skończyłam pierwszy rok magisterki, piszę pracę (rozdział już mam!) i staram się ograniczyć czas spędzany w sieci (z różnymi rezultatami).

A tu walczę o mój prosty mostek, póki co jeszcze koślawy. ;)


Pozdrawiam, Zdeterminowana.